sobota, kwietnia 14, 2007

Mała Zosia, nieodrodna córeczka tatusia

Troszkę czasu mi zajęło umieszczenie na blogu paru zdjęć pisklaka, ale postawiony do pionu przez Grzesia, który jakoby obecnie ogląda małe murzyniątka z racji swojego zawodowego zesłania na Madagaskar a był niewątpliwym współczynnikiem sprzyjającym poczęciu pisklątka ( urlop w Paryżu i pewien "upojny" wieczór:) pozostawiam slad na blogu w postaci paru zdjęc - oszczędźcie komentarzy-męza maleństwu zakupimy, urode zdecydowanie odziedziczyła po tatusiu...szanse tylko na inteligencje którą dostała w spadku po mamusi :)


poniedziałek, kwietnia 02, 2007


TIM II – Ocean Indyjski.

Wreszcie się doczekałem. Wycieczka nad ocean planowana była długo, ale w końcu się udało. 29.03.2007 o 0600 Wyjechaliśmy z Tana i pojechaliśmy na wschód. Tana leży na wysokości ok. 1250 m npm. Ta cześć wyspy jest górzysta i porośnięta gęstym lasem. Droga wiedzie serpentynami przez przepiękne zielone gaje bananowe. Naszym pierwszym celem był camping położony na S od Tamatave nad jednym z jezior, które w połączeniu z kanałem tworzą śródlądową drogę wodną. Przy braku dróg lądowych i biorąc pod uwagę jak groźny może być ocean jest to jedna z najważniejszych arterii komunikacyjnych na wschodzie wyspy.
Na miejsce dotarliśmy ok. 1430. Biorąc pod uwagę ponad 8h spędzonych w samochodzie oraz zbliżający się zachód słońca oglądanie kanału zostawiliśmy na dzień następny, zaś ten wieczór przeznaczony został na spacery po plaży i wykańczanie zapasów ryb w miejscowej knajpie.
W piątek rano wynajęliśmy łódź i popłynęliśmy na NE do rezerwatu niedostępnego drogą lądową. Same jeziora i kanał są raczej płytkie i mocno obstawione wszelkiego typu pułapkami na miejscowe żyjątka, ale omega powinna sobie poradzić J Jazdę głośną motorówką wynagrodziły cudowne widoki na kanale, śliczny park z lemurami i możliwość przejęcia steru tego pływadła J Zasuwało toto prawie 12 węzłów!!!


Po powrocie zjedliśmy obiad i skierowaliśmy się na N w stronę otwartego oceanu. Niestety drogi były coraz gorsze. Musieliśmy porzucić plan oglądanie portu i skierować się do naszej noclegowni. Okazało się, że mamy fajną chatkę prawie na plaży i jesteśmy osłonięci rafą. Żaglówek zero, zresztą w czasie odpływu po rafie można brodzić w wodzie po kolana. W sobotę w czasie przypływu popłynęliśmy pirogami żeby ponurkować. Tego się opisać nie da. Równie ciekawy był wypad do twierdzy i wizyta w pobliskiej wiosce. Grilowane langusty są pycha!!! Zobaczyłem też jak wygląda ocean z nieosłoniętego brzegu. Na kąpiel tutaj mało, kto sobie pozwala ze względu na wysoką falę i rekiny. Następnym razem muszę zobaczyć to od drugiej strony J W drodze powrotnej do Tana wreszcie zobaczyliśmy port. Niestety było już bardzo mało czasu. No cóż, mam jeszcze cztery miesiące...

Pozdrawiam cały Szkwał
Awaryjny.